wtorek, 30 grudnia 2014

_'The art of losing isn’t hard to master' (Elizabeth Bishop)

   Tak, nastały osowiałe czasy. Ale tylko tutaj. W 'rzeczywistej rzeczywistości' jest dynamicznie i bez trzymanki. Ten rok był pełen wyzwań, po doświadczeniu których czuję się, jakbym przerzuciła łopatą trzy tony węgla.


   Nie wszystkie postanowienia (wypowiedziane w myślach rok temu) zostały zrealizowane, ale finalnie udało się zrobić sporo nieplanowanych aktywności, z których jestem należycie usatysfakcjonowana. Poniżej mój dwa-zero-jeden-cztery rok w telegraficznym skrócie, niechronologicznie i ahierarchicznie:
  • ukończyłam studia licencjackie z oceną celującą,
  • rankingowo: mam pierwsze miejsce na uczelni i jestem w setce najstudentów całego UW,
  • miałam solo wystawę w warszawskiej Sztukarni,
  • prowadziłam warsztaty kolażu,
  • zrobiłam fotoreportaż z festiwalu Animatsuri dla Poltergeista,
  • od maja do października codziennie trenowałam (teraz ćwiczę raz w tygodniu),
  • przeczytałam 65 książek (w tamtym roku 67, więc poziom podtrzymany),
  • udzieliłam dwóch wywiadów do radia RDC na temat wystaw,
  • współpracowałam z teatrem Pomarańczowy Cylinder,
  • wstąpiłam do koła naukowego Chi Kwadrat,
  • ugrałam kilka stypendiów,
  • dostałam się na studia magisterskie,
  • napisałam książkę dla dzieci, teraz ją ilustruję,
  • analizowałam twórczość Wonga Kar-Waia i Ghibli,
  • współorganizowałam zajęcia w muzeum dla studentów,
  • bywałam na wystawach, wykładach, warsztatach, festiwalach,
  • odwiedziłam kilka ośrodków buddyjskich,
  • założyłam antropologiczny dziennik obserwacji,
  • bywałam przewodnikiem i pomocnikiem w sprawach polsko-japońskich,
  • zaczęłam znów prowadzić uregulowane życie towarzyskie,
  • niezmiennie jestem użytkownikiem (ry)miłości,
  • starałam się zapisywać swoje sny,
  • ulepiłam trochę figurek, zrobiłam nowe kolaże i grafiki,
  • całkowicie rzuciłam kawę na rzecz herbat ziołowych,
  • zapuściłam włosy (to chyba było najtrudniejsze, haha),
  • nie zachorowałam ani razu,
  • diametralnie ograniczyłam obecność w postironicznej części internetu.


   Moim głównym zadaniem jest teraz próba połączenia postawy homo fabera z przeciwważnym mu homo ludensem. Nomadycznie i z entuzjazmem patrzę na wszystkie punkty na mapie, dlatego życzę sobie nowych wypraw, a Wam wszystkiego, co podobnie ekscytuje. To życzenia nie tylko na ten rok, a i na całe życie. W ten sposób chciałabym też pozostawić osowiałą-sowę pod zamaszystym znakiem zapytania.

Tymczasem bądźcie czarodziejami, dobrymi wróżkami i szamanami własnego losu!