wtorek, 30 września 2014

_Dziesięć książek, które coś tam, coś tam...

   Nie czytałam Orwella, Prousta, Flauberta czy Tołstoja (choć czasem w towarzystwie lubię udawać, że było inaczej) i ogólnie jeszcze wiele bibliotek przede mną, więc gdy nominowano mnie do zaprezentowania książek, które wywarły na mnie największe wrażenie albo wpływ, pomyślałam najpierw, że 'nie bawię się', a potem zaczęłam wymyślać jakieś absurdalne tytuły i niestworzonych autorów, np. "Gentryfikacja scholastyki szamańskiej" Thomasa Bretona, zastanawiając się, kto połapałby się, że to szachrajstwo z premedytacją. Jednakże coraz mniej śmieszą mnie cyniczne zagrywki, więc szczerze i wręcz z pewną naiwnością przedstawiłam publicznie swoją listę:


1) Astrid Lindgren - "Dzieci z Bullerbyn"

   Przeczytałam tę książkę kilka razy, choć w posiadanym przeze mnie egzemplarzu brakowało wielu stron (i to takich dość strategicznych, bo np. ostatnich). Mocno przeżywałam treść, marząc o tym, żeby mieszkać blisko kogoś takiego jak Lasse Erikson, który dziarsko organizował całe podwórko wymyślając różne zabawy. Zamiast tego samotnie jeździłam rowerem 'do drogi i z powrotem', pisałam pamiętniki albo ukrywałam w otworach kory drzewa lipowego wymyślone przez siebie tajemnicze kody, które rozmywały się wraz z nieprzewidzianymi deszczami.






2) Alfred Szklarski - "Tomek w krainie kangurów"

  Lektura, którą podekscytowana czytałam nawet przy świetle świecy, gdy zabrakło prądu. Niewątpliwie spowodowane było to miłością do głównego bohatera, Tomka Wilmowskiego. Do dziś pamiętam walkę z tygrysem, pogardę dla rosyjskiego caratu, czy polowanie na strusie. To chyba taka pierwsza przygodówka (z kompletem stron), którą przeczytałam.






3) Zbiór książek przyrodniczych z biblioteki Szkoły Podstawowej im. Wojska Polskiego w Gniewkowie

   Niedawno znalazłam zeszyt 'Złote myśli', w którym zapisałam, że będę zajmować się botaniką lub zoologią. Nic z tego nie wyszło, ale w latach '90 przeczytałam zawartość wszystkich półek o faunie i florze w wymienionej bibliotece i w sumie nadal potrafię rozpoznać jakiś egzotyczny gatunek ptaka, czy wymienić kilka zastosowań roślin różanych. 






4) Opracowanie ogólne - "Warszawa naszych dni"

   Kuriozalna książka z ostrym sznytem propagandowym, która składa się głównie ze starych zdjęć stolicy. Uratowałam ten album przed spaleniem w piecu i użytkuję do dzisiaj, robiąc z niego pierwsze kolaże. 






5) Iwona Chmielewska - "Cztery strony czasu"

   Mogłabym wymienić wszystkie jej książki, jednak ta wydaje mi się mieć najbardziej niezwykłą historię. Opowiada o Toruniu, a została opublikowana po raz pierwszy w Korei, gdyż polskie wydawnictwa nie były nią zainteresowane. Zresztą, Iwona Chmielewska bardziej znana jest w Azji niż tutaj. Spotkanie z tą magiczną osobą (osiem lat temu) mocno zmieniło mój program w mózgu i teraz sama tworzę autorski picturebook.






6) Arden Paul - "Cokolwiek myślisz, pomyśl odwrotnie"

   To jest dość banalna książka, ale u mnie trafiła idealnie w moment ogólnej nieporadności. Pod jej wpływem podjęłam decyzję o bardzo istotnych zmianach mających wpływ na kształt mojej biografii.






7) Truman Capote - "Psy szczekają"

   Tymczasowo T.C. to mój literacki mistrz, dzięki któremu odkryłam, w jaki sposób chciałabym pisać opowiadania. Bardzo doceniam dbałość o każde szczegóły i jakiś taki magiczny realizm. Jednak trzeba wiedzieć, że jego teksty są trochę nierówne - najbardziej ukochałam "Harfę traw", "Białą różę" i "Śniadanie u Tiffany'ego".






8) Eckhart Tolle - "Potęga teraźniejszości"

   Mój przewodnik duchowy, choć sporo fragmentów do wykreślenia, to jednak jest też wiele do podkreślenia. Polecam nagrania Eckharta na Youtubie i na zachętę dodaję jeden z ulubionych akapitów wspomnianej książki:
Przyjrzyj się dowolnemu zwierzęciu lub roślinie i ucz się od tego żywego organizmu, jak w pełni akceptować to, co jest, jak poddać się teraźniejszości. Niech zwierzę lub roślina uczy cię rzetelności - tego, jak być jednią, jak być całym, być sobą, być rzeczywistym. Niech cię uczy jak żyć i umierać - i jak z życia i umierania nie robić problemu.






9) Ruth Benedict - "Chryzantema i miecz. Wzory kultury japońskiej"

   Zorientowałam się, że to już dziewiąta pozycja, a dotychczas nie podałam żadnego tytułu antropologicznego, ani japonistycznego. Dlatego daję coś, co łączy jedno i drugie. Co ciekawe, ta monografia powstała na odległość - Ruth Benedict nigdy nie była w Japonii!






10) Mike Goldsmith - "Wszechświat. Podróż w głąb kosmosu"

   Wiele książek odczarowało mój świat, a ta zaczarowała go na nowo. Kupiłam ją za pięć złotych na wyprzedaży w bibliotece i to była chyba najlepiej wydana piątka w moim życiu. Nie wiem, jak to wytłumaczyć i czy jesteście przygotowani na tę wiedzę, ale świat jest przeogromny i wielowymiarowy, a my jesteśmy mini-kropkami i przejmujemy się wszystkim niepotrzebnie. 
   Nie chodzi o to, żeby teraz wpadać w pułapkę poczucia bezcelowości i rezygnacji, a żeby spojrzeć na świat jak na wielkie płótno i widzieć swój fragment jak odprysk farby, który sam w sobie nie ma sensu, ale w wielkiej układance innych odprysków odgrywa duże znaczenie, tworząc (nie bójmy się tego słowa) przepiękny i galaktyczny obraz!




wtorek, 16 września 2014

_'Who wants to know mid-term which hasn't been dried for weeks?' (The Knife)

Czy zdanie okrągłe wypowiesz,
czy księgę mądrą napiszesz,
będziesz zawsze mieć w głowie
tę samą pustkę i ciszę. 

   Od kilku dni mogę zaznaczać w ankietach kategorię wykształcenia wyższego i spać spokojniej. Nie śnić już o tym, czy na obronie zostanę zapytana o wpływ kosmosu na neoinstytucjonalizm w perspektywie linearnej. Mogę teraz korzystać z dyplomu lub nie. Na razie zapisałam się na studia magisterskie i wypełniam stertę wniosków o wszystkie możliwe stypendia naukowe. Znów jestem kujonem z czerwonym paskiem na świadectwie i stuprocentową frekwencją. 


   Zazwyczaj moje losy przedstawiają się dość skrajnie i to nie za pomocą fal sinusoidalnych, tylko raczej przy użyciu funkcji przypominającej zapis elektrokardiograficzny. Tym razem znów ostra dyscyplina i wewnętrzne rozkazy żołnierskie. Między innymi wynikiem tego jest dyplom z wyróżnieniem i końcowa ocena celująca ze studiów. Nawet nie wiedziałam, że można mieć szóstkę na Uniwersytecie. 


  Pracę napisałam na temat japońskiej transpłciowości i zostanie ona niebawem przeredagowana w artykuł naukowy do czasopisma antropologicznego. Udaną obronę świętowałam jedząc półlitrowe lody waniliowe i oglądając japońską bajkę razem z Oberbe. A i nie mam zdjęcia z wydrukiem licencjatu przy tablicy wydziałowej (ekhe), więc wstawiam obrazy kształcących się kobiet, które namalowała Janet Hill.  

Zaufaj tylko warg splotom,
bełkotom niezrozumiałym,
gestom w próżni zawisłym,
niedoskonałym.