piątek, 15 listopada 2013

_'Bóg to wanilia w porządku halucynacyjnym. W sadzie czereśni zbieram porcelanę'

   Powrót do nauki akademickiej spowodował, że nareszcie moje aktywności nabrały określonego rytmu, ale jednocześnie mam poczucie, że coraz większa wiedza z zakresu socjologii, psychologii, filozofii i antropologii sprawia, że zmarkotniałam, a świat poszarzał. Te dziedziny są na tyle zobowiązujące, że cały czas jestem na badaniach i oglądam wszystko z różnych perspektyw, co jest wyczerpujące.


      Martwe znam prawdy, nieznane dla ludu, widzę świat w proszku, w każdej gwiazd iskierce. Znam też prawdy żywe, ale nie obaczę cudu, choć mam serce i patrzę w serce. Przygniótł mnie właśnie taki pudowy kamień, ale spod niego wstanę! {miks stachuro-mickiewiczowsko-myślicki}


   Jednakże nadal podtrzymuję, że świat jest niesamowity, jego sproszkowanie i te wszystkie iskierki. Nawet czasem obaczam cudu, gdy trafiam na coś, co pokazuje mi wielowymiarowość i nieskończoność. Tak jak w przypadku powyższej pracy pt. 'Infinite Maharishi' Dzinego w 'Zachęcie'. 


   Niedawno odwiedził mnie Keldon i zwiedziliśmy wspólnie wystawę 'In God We Trust'. Widziałam ją już wcześniej samotnie, ale oglądając drugi raz to samo dostrzegałam nowe iskierki. Praktyka teorii uważności.


   Później spacerowaliśmy po starówce Warszawy w obecności przyjaciół Keldona z Wrocławia. Muszę przyznać, że byłam dość nieudolnym przewodnikiem, więc wszyscy w tej sytuacji byliśmy turystami. Powyżej Ana idealnie wkomponowana w tło.


   Iluminacja Pałacu Kultury i Nauki także dopasowana. Rozmawialiśmy o kosmosie, teatrze, literaturze, kulturze rumuńskiej i japońskiej. Ogólnie wymiana myśli. Opowiadaliśmy o swoich przygodach i doświadczeniach. Intelektualna impreza. Bardzo mi tego brakowało w ostatnim czasie izolacji i samotnego przeżywania świata przedstawionego.


   Trafiliśmy do kuriozalnego miejsca o nazwie 'Bar kawowy Piotruś', w którym chyba nikt nie pił kawy. Stanowiliśmy najmłodszą tkankę tego specyficznego organizmu. Trudno było mi ustalić, czy reszta gości znalazła się tam przypadkowo tak jak my, czy może siedziała w tym miejscu od stu lat i piła alkohol cały czas z jednej szklanki. Główną atrakcją tego klubu (o wymiarach pokoju nastolatka w bloku) była muzyka grana na żywo przez wokalistę-gitarzystę. Najmilej wspominam moment, w którym cały nasz stolik był chórkiem do utworu 'Sugarman' Rodrigueza.


   Później odwiedziłam dom rodzinny, gdzie lepiłam plastelinowe postacie z gier razem z moim bratankiem i zjadłam tonę orzechów włoskich z pobliskich drzew. Zajrzałam też do Torunia, gdzie spotkałam się z moimi byłymi współlokatorami, od których wyjechałam z książką Lamy Ole Nydahla. Myślę, że kiedyś wrócę tu do tego wątku. Na razie wybieram się do jednego z ośrodków buddyjskich, którego jest nauczycielem.


   W ogóle czytam ostatnio takie ilości tekstu, że śnią mi się potem litery. Litery w kolumnie, litery na roszadzie i inne układy. Prawie codziennie przebywam w Bibliotece Uniwersyteckiej, gdzie w formie przerwy od książek wpatruję się w strukturę zawieszonej między filarami pajęczyny utkanej przez artystkę Ludwikę Ogorzelec. 


   Cieszy mnie to, że i ja wracam do tworzenia rzeczy, a nie tylko ich konsumpcji. Znów piszę coś i robię kolaże. Powyżej moja plastyczna interpretacja znakomitych tekstów Keldona ze zbioru 'Ceremonidła paciorkowe'.


   Szukam listu w każdej butelce. Szukam skype'a w każdym wi-fi. Zdjęcie z dziś. Mam takich miliony, kiedyś je policzę. Jestem kimś dla kogoś. Ktoś jest dla mnie kimś. W pokerze monogamii najeżdżamy siebie kursorami.