poniedziałek, 14 października 2013

_Jak gejsza bez kimona, Yoko Ono bez Lennona, jak Tokio pod śniegiem...

   Sowa była ostatnio zbyt osowiała, żeby prowadzić bloga. Mogłaby co najwyżej pisać wiersze o tęsknocie. Mogłaby, ale nie mogłaby, bo na razie zbyt duże rozedrganie emocjonalne, ale gdyby jednak mogła, to pisałaby o tym, że 'męska rzecz - być daleko, a kobieca - wiernie czekać' i tak dalej. Oberbe wyleciał do Japonii na dwa miesiące i od kilku dni jest tak:








   Rozemocjonowanie. Nie dziwię się, że słowo 'tęsknota' nie ma żadnego synonimu. Jest ewidentna, oczywista i nieopisywalna. Brakuje mi Oberbe, choć lubię samotnie spędzać czas. Tęsknię za japońską Tsukubą, mimo że oswoiłam się już z Warszawą. 
   Wróciłam do studiów królowej nauk, haha, czyli socjologii, ale udaję, że studiuję antropologię - uczestniczę w zajęciach tylko z nią związanych. Pierwszego dnia w nowej szkole przywitał mnie utwór 'We don't need no education' lecący w radiu, więc stwierdziłam, że nie będzie tak źle. A tym bardziej, gdy uświadomiłam sobie, że mam tak blisko do Biblioteki Uniwersytetu Warszawskiego, zaledwie trzyminutowy spacer przez uroczy park. BUW automatycznie stał się moim drugim domem. Jakoś sobie radzę. Nauka cierpliwości.
   Rymiłość. Rymiłość. Rymiłość. Rymiłość. Rymiłość. Rymiłość.
Jak dobrze, że jest Skype!

3 komentarze: