niedziela, 23 czerwca 2013

_'Japoński wachlarz' Joanny Bator - recenzja

   Na nowo otwieram sezon małych recenzji książkowych nadal pozostając przy tematyce japońskiej. Po opiniach na temat 'Bezsenności w Tokio' Marcina Bruczkowskiego i 'Tatami kontra krzesła' Rafała Tomańskiego czas na książkę, o której kiedyś już tu wspominałam:

'Japoński wachlarz. Powroty' - Joanna Bator


   Na postać tej pisarki natrafiałam wcześniej w gazetach. Pamiętam jak w nieistniejącym już 'Bluszczu' z zainteresowaniem przeczytałam felieton jej autorstwa na temat japońskiego festiwalu 'Stalowego Penisa', a w 'Wysokich Obcasach extra' krótką wypowiedź o sobie w artykule 'Sześć bogiń i jeden chuligan' - nieco pocieszyły mnie jej wspomnienia o wchodzeniu w dorosłość: 'Czułam się wyalienowana, bezbronna, pozbawiona drogowskazu. Żaden talent nie dawał o sobie znać, a dostępne modele życia dla kobiety wydawały mi się mało atrakcyjne. Wtedy rzuciłam się na wiedzę, zasmakowałam i do dziś studiowanie jako samokształcenie jest moim sposobem na życie'.
   Skończyła filozofię i antropologię (dziedziny mi bliskie), wykładała w Polsko-Japońskiej Wyższej Szkole Technik Komputerowych (która cały czas kusi mnie swoją ofertą) i napisała kilka książek (marzenie). Ogólnie patrzę na Joannę Bator z podziwem.


   Zwłaszcza po lekturze 'Japońskiego wachlarza'. Klasa! Gdybym miała napisać książkę o Japonii chciałabym, żeby była właśnie taka. Wciągająca, momentami naukowa, a niekiedy wręcz poetycka, z narracją budzącą zaufanie. Joanna Bator ma świetny zmysł obserwatorski i imponującą wyobraźnię. Uspakaja mnie trochę fakt, że napisała tę książkę, gdy była ode mnie dwadzieścia lat starsza. Wtedy nie zazdroszczę, a patrzę z pokorą i uznaniem. 


    Podoba mi się obszerność tej książki (prawie 400 stron), zdjęcia (choć ich tytuły już mniej – miałam wrażenie jakby pisał je ktoś inny), cytaty przed każdym rozdziałem, nawet okładka zrobiła na mnie wrażenie (nie zdarza się to często), ta ze starszego wydania także. Joanna Bator za 'Japoński wachlarz' otrzymała zasłużenie nagrodę im. Beaty Pawlak. 
  Dzięki tej książce jeszcze raz przeżyłam japońską podróż i zatęskniłam. I jak zwykle ocena: Czy kupiłabym tę książkę? Tak, jeśli nie kupiłabym jej pół roku temu. Stopień: celujący z plusem.

~~~

Mała autoreklama:

6 komentarzy:

  1. nie lubię tej książki i nie lubię J.B. ;) dziękuję za wypowiedź

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. a jakie książki o japonii lubisz? właśnie zauważyłam, że masz bloga, ej!

      Usuń
    2. Przeczytałam i polubiłam 2 o których pisałaś: "Tatami..." i "Bezsenność.." i jestem teraz w trakcie tego: http://ecsmedia.pl/c/zycie-jak-w-tochigi-na-japonskiej-prowincji-p-iext9348914.jpg ;)

      A bloga mam i dzisiaj postanowiłam go - targnięta nagłą weną - reaktywować ;)

      Usuń
    3. ech, 'życie jak w madrycie-skreślone-tochigi' było najsłabszą książką o tematyce japońskiej, jaką przeczytałam. ikeda ma trochę frajerski styl narracji, co może sprawdza się w blogu (choć nie przypadł mi do gustu), ale książkowo już nie-halo. za to 'japoński wachlarz' napisany wnikliwie i z klasą, poczytałabym bloga joanny bator, gdyby miała. 'tatami kontra krzesła' i 'bezsenność w tokio' mają jakąś magię w sobie.

      zaglądam na dziękuję-za-wypowiedź i dzięki za podlinkowanie, wera!

      Usuń
    4. dla mnie Bator się narcystyczno-snobistycznie mądruje (i będę się jej czepiać przy każdej okazji ;), a Ania pisze "po ludzku" - szczególnie bloga, którego bardzo lubię. Książkę czytam powolutku, bo ja mam zwyczaj czytać kilka/kilkanaście naraz ;)

      Podlinkowałam Cię z 2 powodów: dla siebie, żeby mi się łatwiej wchodziło i bo skoro odwiedzam to musi być w "odwiedzam" ;)

      Usuń
    5. o, to ciekawe, że mam zupełnie inne odczucia. gdybym miała przypisać przesadne tryskanie ego którejś z autorek - od razu byłaby to anna ikeda. jej styl pisania przypomina mi myśli zaściankowej trzpiotki.

      Usuń