niedziela, 16 czerwca 2013

_Wydarzenia kulturalne w Toruniu i Warszawie

   Gdy trzy lata temu występowałam na 'Majowym Buumie Poetyckim' istniały pogłoski, że to już ostatnia edycja festiwalu. Nie wiem o co chodziło - w ogóle mało pamiętam z tamtego zwariowanego okresu - ale istotne jest to, że fest przetrwał, a jego formuła wydaje się być bardziej przemyślana. 
   Toteż wiedząc miesiąc temu, że odbywa się 'MBP' zajrzałam z sentymentu na jeden dzień do Torunia. Ledwo poznaję to miasto. Zdziwił mnie widok rozbudowanej 'Od Nowy', choć przez mgłę pamiętam, że kiedyś podpisywałam petycję w tej sprawie. Czuję, że to już ten etap życia, kiedy mogę rozpoczynać zdania od magicznego: 'A za moich czasów...'.


   Pamiętam jak w liceum czytałam z wypiekami na twarzy książki Masłowskiej. Jej nowa powieść jest dla mnie poprawna, choć bez iskry i ikry. Po przeczytaniu jej po cichu obraziłam się na autorkę, ale gdy podczas festiwalu posłuchałam na żywo (D.M. w filmiku od 3:30), co ona sama myśli o książce 'Kochanie, zabiłam nasze koty' i widziałam jak gryzą ją komary, to wybaczyłam. Mam nadzieję, że sprawdzi się w pisaniu dla dzieci i muzyce, bo wspominała o planach z tym związanych. Czekam też na wywiad rzekę Agnieszki Drotkiewicz z Masłowską. O wiele lepiej przekazuje swoje myśli, gdy może je (z)autoryzować i nie ma przed sobą zgromadzonej publiczności, wiadomo. I gdy nie gryzą jej komary.


   Tego samego wieczoru wystąpił Świetlicki z zespołem. Też moja licealna miłość. Nie wiem, co się stało, ale Marcin był jakiś taki żywiołowy, uśmiechnięty, jakby zakochany. Ostatnio widziałam wywiad z Pilchem na którymś z kanałów kulturalnych i byłam przerażona stanem Świetlickiego, a tu taka niespodzianka. Najlepiej! Zwłaszcza, że kapela świetlikowa wydaje niebawem megapłytę 'Sromota'. Nowe utwory sprawiają wrażenie szczerych i niewymuszonych. To dobry znak. Czekam aż znów usłyszę utwór 'Gotham', który zaskakująco trafnie podsumowuje mój stosunek do Torunia. Nigdy nie będzie takiego miasta. 

~~~

   I chyba dobrze. Jest Warszawa. Na razie obie jesteśmy nieśmiałe względem siebie, ale czuję, że coś tu się wydarzy. Szukam, zwiedzam i przyglądam się. Osowiała sowa oswaja się. 


   Spaceruję z notesem, z którego co chwilę wypadają małe karteczki z własnoręcznie sporządzonymi mapami. W miejscach, w których wszystko mi pasuje, zostaję na dłużej, a stamtąd, gdzie wyczuwam złą energię wychodzę i po drodze wyrzucam kartkę z mapą do kosza.


   Tu kawiarnia/restauracja 'Fenomenalna' w Bibliotece Uniwersytetu Warszawskiego. W czerwonym hamaku buja się Oberbe. Uwielbiam wygodę tego miejsca i kolorystykę. Plusem też obecność książek i dobre jedzenie. 


   Z chęcią zajrzałam wczoraj na Piknik Naukowy. Swoje specjalistyczne stanowisko miała grupa Oberbe i można było zobaczyć drukarkę przestrzenną tworzącą właśnie model kaczki lub na co dzień implanty przydatne do wypełnienia ubytku kostnego w przypadku wycięcia nowotworu lub wypadku.


   Piknik ten odbywał się na terenie Stadionu Narodowego, więc dużo osób przybyło także obejrzeć miejsce, gdzie piłkarze się przebierają (tak mi się wydaje, że ta ogromna kolejka powyżej zmierzała do szatni właśnie). No, ogólnie fajny stadion, fajny.
   

   Mam ochotę na sporządzenie miniprzewodnika po Warszawie. Na pewno szczególne miejsce zajmowałoby w nim kino 'Luna'. Pierwszy raz byłam tam z Karo&Siero na 'Wspaniałej'. Polecam je odwiedzać zwłaszcza w poniedziałki, bo wtedy każdy film z repertuaru kosztuje zaledwie osiem złotych.
   Przyjemnym, warszawskim kinem jest też 'Atlantic'. Zawsze siedzimy z Oberbe w ostatnim rzędzie i jest bardzo kameralnie. Ostatnio byliśmy urodzinowo na filmie 'Wielki Gatsby'. Nie czytałam jeszcze tej powieści Fitzgeralda, więc nie wiem, na ile to wina treści książki, a na ile adaptacji, ale film zdawał się być celujący do połowy, a potem ledwie dostateczny. Przez pierwszą godzinę byłam oczarowana kolorowym i wręcz surrealistycznym obrazem, który w pewnym momencie zgasł i już nie udało się go uratować. Przeczytam książkę, ale zdania na temat filmu raczej nie zmienię. Obejrzałabym jeszcze raz, ale tylko pierwszą połowę.
   

   Natomiast spektakle w 'Teatrze WARSawy' są do oglądania w całości i to po kilka razy, dlatego też podjęłam współpracę z tym miejscem. Powyżej wymiętolony przeze mnie repertuar. Byłam ostatnio na sztuce 'Wstydźcie się żyć' i zrobiła na mnie spore wrażenie. Wybieram się też na pewno na 'Zaklęte rewiry' i monodram Jacka Poniedziałka pt. 'Wraki'. 


   Tuż obok 'Teatru WARSawy' jest 'Galeria Azjatycka', w której ostatnio odbyło się spotkanie z Magdaleną Tomaszewską-Bolałek, autorką książki 'Japońskie słodycze'. Tak jak kilka miesięcy temu wspominałam na tym blogu, nie przepadam za tradycyjnymi słodyczami zrobionymi z mąki ryżowej, sojowej, zielonej herbaty i słodkiej fasoli, ale oglądając prezentację, nabrałam na nie ogromnej ochoty. Zwłaszcza, że te małe, różowo-brązowe kosteczki na ekranie (nazwa: Yozakura) wyglądały jak ukochane japońskie Meltykissy.


   Jakiś czas temu przypomniało nam się o przywiezionych landrynkach w kształcie sushi, ale to nie jest smak Azji. Tęsknię za czekoladkami Meiji i paluszkami Pocky. Zresztą całej Japonii mi brakuje.


   Nawet przestała się już śnić, więc czytam o niej książki i zaczynam tworzyć wyklejanki z papierów origami i chiyogami. Staram się nie nudzić i pozyskiwać jak najwięcej inspiracji. Ostatnio byłam z p. Kotarbińskich w Muzeum Plakatu na '16. Salonie PP':


   Niedawno odwiedziła mnie też Agusz i wędrowałyśmy po Warszawie bez mapek, co spowodowało dłuższe spacery, niż były w zamiarze, ale 'nie ma panie tego złego, co by na dobre nie wyszło nam'. Trafiłyśmy do Królikarni na wystawę 'Clinamen' Izy Tarasewicz i do Zachęty na 'Freelancera':


   I zastanawiam się, co dalej ze sobą, bo chyba nie freelancerstwo. Intensywnie szukam pracy i w sumie rezultat jest taki, że jeszcze jej nie mam, ale zbieram bardzo dużo historii związanych z całą otoczką rozmów kwalifikacyjnych, umów na zlecenie i negocjacji. Gdy spisałam je 'na brudno', żeby opowiedzieć Oleszce, co u mnie - stwierdził, że to jak opowiadanie kafkowskie z domieszką czarnej ironii Janusza Głowackiego. Chociaż tyle z tego mam. Chociaż tyle.

1 komentarz:

  1. jestem tu, łiiii:)
    landrynki pyszne, herbata smaczna, wystawy dziwne, rymika kochana :))

    OdpowiedzUsuń