niedziela, 9 czerwca 2013

_Gnomicon, czyli obóz w Szczyrku

   Znów podróżnicza retrospekcja. Piątek, dwudziestego czwartego maja. Zmierzamy do Szczyrku na Gnomicon, czyli konwent gier karcianych, planszowych i strategicznych. Oberbe będzie grał w wielu turniejach i nawet jeden z nich organizował - pierwsze Mistrzostwa Psychatoga, a ja zamierzam patrzeć na góry i wsłuchiwać się w ciszę, której nie mogę znaleźć w Warszawie. Taki jest plan.


   Jedziemy na południe Polski z innymi magicowymi graczami, więc wiadomo, co jest dominującym tematem rozmów w podróży. Po drodze zatrzymujemy się na obiad w typowym zajeździe o fikuśnym designie - obrusy z wyciętymi wzorkami, zasłony zaplecione w warkocz, krzesła tapicerowane wykładziną, serwetnik, z którego wypadają wszystkie chusteczki, gdy chcesz wziąć tylko jedną lub dwie - a w menu głównie dania ciężkostrawne. Gdy wchodzę do takich miejsc, czuję się jakbym przekraczała próg czyjegoś domu, a nie restauracji. Brakuje tylko meblościanki i słonych paluszków w szklance jako przystawki. 
   Lubię minimalizm. Białe ściany, na nich ewentualnie obraz, drewniana podłoga, duże okna, jak najmniej rzeczy w pomieszczeniu - wszystkie funkcjonalne, ale muszę przyznać, że jest coś urzekającego i charakterystycznego w miejscach podobnych do wspomnianego zajazdu. Zawsze staram się wyobrazić właściciela i zrozumieć jego dekoracyjne motywy działania. Co artysta miał na myśli, stawiając przede mną kryształowe świeczniki z naklejką wielkiejorkiestryświątecznejpomocy?


   Po dotarciu do 'Orlego Gniazda' - hotelu, w którym ma odbyć się konwent - ciąg dalszy polskiej szkoły designu. Wyblakła wykładzina w plastry miodu, prlowskie meble, na stole dwie szklanki z napisem 'pepsi' i popielniczka, tiulowe zasłony w róże, koce w kratę, a na ścianie reprodukcja obrazu Wojciecha Kossaka, na której wizerunek Józefa Piłsudskiego z zamalowanymi korektorem wąsami. Ale to wszystko nieważne, gdy spoglądam z tarasu na cudny widok górski!
   Na terenie hotelu trwają już turnieje w Magic: the Gathering i World of Warcraft. Wchodzę do sali, w której mają odbywać się rozgrywki w Legend of the Five Rings:


   Jeszcze pusto i w sali pachnie wykrochmalonymi obrusami. Mijam pomieszczenia przygotowane do gry w Warmachine and Hordes i Warhammer 40.000 i Fantasy Battle. Rosnące polany na stołach z katedrami zamków, skalistymi górkami, wysepkami roślinnymi robią na mnie spore wrażenie:


   Pierwszy raz widzę coś takiego i przez chwilę myślę, że nawet mogłabym założyć własną armię pomalowanych przeze mnie figurek. Turnieje magicowe trwają do nocy. Oberbe wraca późno i informuje, że zajął trzecie miejsce w FNM Draft. Duma przez sen.

~~~

   Sobota, dwudziestego piątego maja. Wstajemy o świcie na śniadanie. Za oknem deszcz. Oberbe zaczyna kolejny turniej. W magicowej sali sporo uczestników:


   Podobnie zresztą jak w warhammerowym i warmachine'owym pomieszczeniu. Gracze nadzorują swoje figurkowe armie. Co chwilę rzucają kostką i mierzą odległości na stołach żółtą, taśmową miarką.


   Trafiam do sali gier planszowych i widzę ludzi grających na skomplikowanie wyglądających makietach. Nie mam śmiałości, żeby dołączyć, aż do czasu, gdy zauważam parę grającą w Dobble. To taka gra o prostych zasadach dla osób powyżej szóstego roku życia. Kiedyś spędziłam wieczór przy winie z Karo i Siero, którzy przynieśli i pokazali mi tę grę. Zagaduję do pary z konwentu i po chwili razem wykrzykujemy hasła z dobblowych kartoników. Nawet wygrywam niektóre rozdania. Okazuje się, że za moment turniej tej gry organizowany przez sklep Gnom. Biorę udział.


   Idzie mi fatalnie. Przegrywam, ale czuję adrenalinę i chęć współzawodnictwa. Przypominam sobie te wszystkie godziny spędzone na ogrywaniu dzieci w świetlicy szkolnej. Bierki, warcaby, chińczyk. Bezkonkurencyjne zwycięstwa! 
   Toteż gram dalej z nowopoznaną, dobblową parą w bardziej złożone gry niż ta powyższa. Uczą mnie zasad 'Cytadeli'. Jako pierwsza buduję osiem obiektów i wygrywam! Później czas na grę '7 cudów świata'. Nie rozumiem za bardzo jej zasad, ale też wygrywam! Tworzę Kolos Rodyjski. Oto mój zestaw narzędzi, materiałów budowlanych i potężna armia:


   Pełna wrażeń idę spać, w snach buduję resztę cudów świata. Oberbe znów gra do nocy. Tym razem zajmuje miejsce drugie. Ach!

~~~

   Niedziela, dwudziestego szóstego maja. Kolejny dzień, kolejne walki. Startuję w turnieju 'Pędzących żółwi'. Grałam w to z Jerzykiem w Japonii i miło wspominam. Tym razem idzie mi całkiem nieźle, wyrównany pojedynek. Wygrywam mały intropack magicowy. 


   Następnie czas na turniej w 'Munchkina'. Nie mogę pojąć zasad tej gry i jestem trochę nią zażenowana, ale gram. Nawet zajmuję drugie miejsce i wygrywam płytę z muzyką z gry 'Afterfall: InSanity'. 


   Trafiam na chwilę do centrum Szczyrku. Jedziemy z Giovannim po jedzenie, bo Oberbe i Jacek (który też z nami podróżował) są w top4 w Mistrzostwach Psychatoga. Turniej trwa dłuuugo i nie będzie czasu już na posiłki w drodze powrotnej. Powyżej restauracja, w której byliśmy.


   Oberbe jest w finale. Tasowanie kart, przekładanie, tapowanie, ataki, zapisywanie żyć, kostki na stół, tasowanie, ataki... Oberbe zajmuje ostatecznie drugie miejsce. Bynajmniej nie musiał sam sobie wręczać pucharu! Więcej informacji tutaj (psychatogowy wpis o konwencie autorstwa Oberbe).
   Wracamy późną nocą mleczną autostradą - mgła taka, że ledwo widać czubek swojego nosa. Tworzy się korek, bo przed nami jedzie jakaś konstrukcja betonowa na dwa pasy. 'Podróżować, podróżować jest bosko'. Posiedziałabym jeszcze na parapecie wpatrując się w góry, pograłabym w 'Cytadelę' i poznała inne planszówki, więc za rok znów zjawię się na Gnomiconie i zapraszam z uśmiechem, nie tylko fantastów!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz