niedziela, 5 maja 2013

_Podróż do Szwecji promem pokerowym - cz. 1

   Niedziela, dwudziestego ósmego kwietnia. Budzi mnie deszcz i już wiem, że muszę przeorganizować bagaż, który przygotowałam na rejs dzień wcześniej. Wyjmuję z torby sukienki i okulary, słuchając The knife. Po chwili dociera do mnie, że ten muzyczny duet jest przecież ze Szwecji. I cóż, że ze Szwecji? A tóż, że to punkt docelowy naszej podróży. 
   Dokładnie Karlskrona, miasto portowe. Jednakże najpierw czeka nas wyprawa autobusem z Warszawy do Gdyni. Oberbe zostaje opiekunem wycieczki. Sprawdza listę obecności pokerzystów, którzy tak jak my zmierzają na turniej karciany, odbywający się na promie płynącym do Szwecji. To znaczy, ja nie zamierzam grać, ale nie czuję się obco, słysząc rozmowy o blindzie, showdownie, karecie, tiltowaniu i stricie. Przynajmniej nie tak bardzo jak wśród graczy magicowych, którzy opowiadają o swoich deckach, lilianach, splitach i delverach. Co zabawne, ostatnio zajmuję się korektą tekstów o tej tematyce. Poprawiam przecinki dla Psychatoga.


   Podróż autobusem do Gdyni upłynęła współpasażerom na śpiewaniu drobnych pieśni na cześć krupiera i układaniu pasjansa. Dotarliśmy na czas. Terminal pasażerski. Oberbe pomaga rozkładać stoły pokerowe, czytam bajki Oscara Wilde'a. Odprawa. Otrzymujemy karty pokładowe, rabaty na morskie zakupy i bilety śniadaniowo-obiadowo-kolacyjne. 


   Statek jest ogromny, nazywa się Stena Spirit. Ma prawie dwieście metrów długości i może pomieścić tysiąc siedemset osób. Na pokładzie sporo restauracji i kawiarni. Oprócz tego sklepy wolnocłowe, salon SPA, kącik zabawy dla dzieci i automaty do gier.


   Na zdjęciu powyżej widoczna jest tylko połowa tego promu. Już w pierwszej godzinie pobytu na pokładzie, zgubiłam się w jego drobnych korytarzykach, wracając z kolacji do naszej kajuty:


   Kiedyś porównywałam przeżyte trzęsienia ziemi w Japonii do kołysania się na statku. Teraz jest odwrotnie. Bujanie na morzu jest jak aktywność sejsmiczna o magnitudzie trzy. Zamykam oczy i znów czuję się jak w Azji.
   Jestem w restauracji 'C-view', w której to za chwilę odbędzie się turniej. Krzątanina organizatorów, rozstawianie stołów i roll-up'ów. Nagle pada hasło do krupierów: 'Proszę, otwórzcie talie i usuńcie Jokery'. Szelest. Początek turnieju. Wszyscy na swoich miejscach.


   Jest aż osiemnaście stołów i około stu osiemdziesięciu graczy. Do wygrania w puli ponad sto tysięcy złotych. Otrzymuję plakietkę z napisem: 'Prasa'. Robię zdjęcia i nanoszę drobne poprawki na relację prowadzoną na żywo przez Oberbe i Asię:


   Turniej trwa i trwa. Patrzę na zegarek, późna noc. Trochę przysypiam. Nagle Oberbe zabiera mnie na zewnątrz. Stoimy przy burcie. Czuję się jak piratka, jak córka Posejdona. Wokół nic. Tylko atramentowe morze, księżyc odbity w tafli i fale wypływające spod statku. Potęga. 
   Prawie piąta rano. Mocno huśta tym promem. Ostatnia runda. Wychodzę znów na zewnątrz. Świta. Ultramaryna i pasma różu. Wracamy do kajuty i podziwiam dalej. 


   Jestem szklanką do połowy pełną morza. Ale, ale 'powstało wiele opowieści o morzu, ale było też wiele historii o zupełnie innej tematyce', jak głosił Monty Python. Ciąg dalszy nastąpi.

4 komentarze:

  1. zastanawiam sie czemu nikt nie komentuje...RymikA?

    OdpowiedzUsuń
  2. Zastanawiam się, czemu ktoś się nie podpisuje... Anonimowy?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Google/LiveJournal/Wordpress/TypePad/AIM/etc.. nie posiadam żadnego z powyższych wiec prościej pozostać 'Anonimowym..
      Podzielam opinie p. Bruczkowskiego , ładnie piszesz..

      Usuń
    2. rozumiem, dzięki! miło, że zaglądasz. bloga piszę niezależnie od aktywności komentujących. w swoich wpisach nie prowadzę raczej dialogu z czytelnikami i nie wzywam do dyskusji, ale zawsze przyjemnie, gdy ktoś zostawi znak.

      Usuń