wtorek, 16 kwietnia 2013

_'Bezsenność w Tokio' Marcina Bruczkowskiego - recenzja oraz prezent z Japonii

   Samopoczucie powyżej poziomu morza. Wiedziałam, że idealnie korzystny nastrój nadejdzie, bo znam te przypływy i odpływy, ale ostatnio coraz bardziej miałam dość długiego snu zimowego, w którym to brak odpoczynku, bo śniły się raczej koszmary. Koniec siedmiu lat chudych ze śniegiem po kolana. Ogłaszam wszem i wobec moim świeżym kolażem i ikebaną z żonkili:


   Ostatnio otrzymałam pocztą nawet nieco japońskiej wiosny w postaci miniaturowych zdjęć z kwitnącymi wiśniami, schowanych w magicznej kopercie znajdującej się w laurce od Jerzyka, który nadal mieszka w Tsukubie:


   Jestem szczerze wzruszona i stęskniona. Cały czas śni mi się Azja. Na przykład dzisiejszej nocy kupowałam parawany w japońskim sklepie. Tak jak wspominałam, wróciłam do zapisywania swoich snów, choć czasem jest trudno. Zwłaszcza wtedy, gdy po obudzeniu - próbując sobie przypomnieć szczegóły - czuję się tak, jakbym łapała motyle do dziurawej siatki. 


   Postanowiłam, że będę zamieszczać na tym blogu małe recenzje książek, przede wszystkim o tematyce japońskiej. Sny o Japonii nie wystarczają mi, tak więc pobudzam wyobraźnię wspomnieniami osób, które także odwiedziły ten kraj. Na powyższym zdjęciu trzy książki polskich autorów, które zamierzam zrecenzować w najbliższym czasie:
* 'Bezsenność w Tokio' - Marcin Bruczkowski,
* 'Tatami kontra krzesła' - Rafał Tomański,
* 'Japoński wachlarz' - Joanna Bator.

Jedna książka na jeden wpis. Dziś: 
'Bezsenność w Tokio' - Marcin Bruczkowski


   Mój orientalny elementarz. Pierwsza książka o Japonii, którą przeczytałam przeczuwając, że wylecę do Azji. Trochę już nieaktualna (wspomnienia w niej zawarte dotyczą przełomu lat '80 i '90, tak wnioskuję z biografii autora), więc nie polecam traktowania tej książki przewodnikowo - zresztą, jak żadnej innej. Za pierwszym razem, gdy czytałam 'Bezsenność w Tokio', byłam zauroczona lekką narracją. Z kolei czytając ją ponownie w ostatnim czasie, to właśnie sposób przekazywania treści mnie razi. Czasem jest zbyt rubasznie. 
   Tym razem jeszcze nie dobrnęłam do końca, ale pamiętam, że przy pierwszym kontakcie z tą książką, koniec zmiótł mnie swoją ciężką atmosferą i poczułam się jak dziecko zostawione na środku ulicy, ale może przesadzam.
   Przez tę lekturę się płynie, trudno przerwać jej czytanie. Jeszcze tylko jedna strona, jeszcze tylko do końca rozdziału i w ten sposób uciekają programowe godziny na sen. Mój pierwszy 'nie na żywo' zachwyt Japonią pojawił się właśnie podczas czytania tej książki. Sprawiła, że nie mogłam doczekać się wylotu do prefektury Ibaraki.
   Autor spędził w Japonii dziesięć lat, a miał wrócić po roku! Potem mieszkał jeszcze w Singapurze, który też mnie intryguje. Z azjatycką żoną wrócił do Polski. Był informatykiem, tłumaczem, inżynierem dźwięku i tak dalej. Napisał też inne książki, które zamierzam przeczytać. Marcin Bruczkowski ma już prawie pięćdziesiąt lat, a ja nadal myślę o nim jak o studencie z książki 'Bezsenność w Tokio'. Myślę, że on też tak o sobie myśli. Aktualnie jest perkusistą w kapeli East of Nowhere, która brzmi dość młodzieżowo. Poza tym, za kilka miesięcy ukaże się jego kolejna książka.
   Pamiętam pierwszą noc w Japonii. Leżałam na tatami z jetlagiem patrząc przez szybę na wschód słońca wylewający się pomiędzy kartonowymi domami i Oberbe zapytał, czy to bezsenność w Tokio. Wspominam miło tę sytuację i tę książkę. Darzę ją sporym sentymentem - mimo, że (uwaga) okładka mi się nie podoba. Właśnie bodajże kilka dni temu pojawiła się ta książka w nowym wydaniu z inną okładką, która... też mi się nie widzi. Zbyt oczywiste widoczki tokijskie, które lubię, ale od okładek zawsze wymagam czegoś więcej.
   Jednakże to naprawdę mój japoński elementarz. Zajmuje to same miejsce, co książka 'Litery' z pierwszymi czytankami. Gdybym miała oceniać, może i nawet dziesięć na dziesięć, ale postanawiam stosować inną skalę poprzez pytanie: czy kupiłabym tę książkę? Pauza pełna napięcia. Odpowiedź brzmi: tak.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz