niedziela, 20 stycznia 2013

_Pogoda w Japonii, święto seijin-shiki & JapaneseTV

   Pamiętam jak kilka lat temu natrafiłam w sieci na zdumiewający obrazek zimowy z Japonii, przedstawiający absurdalnie wysokie hałdy śniegu na zboczu drogi, po której spacerowali ludzie przypominający pionki lub plastikowe żołnierzyki. Samochody też zdawały się być zabawkowe. W ogóle całość wyglądała jak makieta lub perfekcyjny fotomontaż. Próbując odszukać to zdjęcie, natknęłam się na inne, ale w podobnym klimacie. 
   Fotografia jest prawdziwa, scena na niej pokazana w pełni rzeczywista i faktycznie japońska. Tylko, że prezentuje zimę na Hokkaido, czyli wyspie wysuniętej na północ, a to już inna bajka. U nas (tj. wyspa Honsiu) zima bardzo łagodna. Kilka dni temu po raz pierwszy zobaczyliśmy śnieg za oknem. 


   Popadał zaledwie kilka godzin i to jeszcze w święto narodowe, więc spokojnie można było zostać w domu i oglądać puch z komfortowej strefy. Dzień wcześniej - kapitalna pogoda, więc trochę spędziliśmy czasu na zewnątrz i napotkaliśmy sporo ludzi szykujących się do ceremonii osiągnięcia dojrzałości podczas seijin-shiki, czyli wspomnianego święta.


   W Japonii nie wyprawia się osiemnastek, tylko dwudziestki, bo to właśnie tutejszy wiek uzyskania pełnoletności. Powyżej piękne dziewczęta w tradycyjnych strojach, z wymyślnymi ozdobami we włosach i perfekcyjnymi makijażami. Aż dziwnie mi było, gdy pomyślałam, że to te same, zwyczajne postacie w mundurkach z obreloczkowanymi plecakami, które mijam codziennie i wyglądają wręcz identycznie.

***

   Wracając do śnieżnego tematu... Włączyliśmy telewizor, na prawie każdym kanale relacje pogodowe. Reporter bierze śnieg do ręki i bada jego konsystencję, potem przydeptuje traperem - zbliżenie kamery - tak, roztapia się i powstaje plucha, w studio głośne reakcje. Prognozy pogody, na tablicach z mapą narysowane bałwanki. Potem wyemitowano pełnometrażowy film o śniegu - o tym, jak skrzypi, jak spada z gałązki do jeziora, jak zamienia się w wodę. Niesamowite.
   W ogóle telewizja japońska jest ewenementem - każdy, kto choć trochę zabłądził kiedyś na Youtubie, coś raczej wie na ten temat. Mimo, że oglądamy TV sporadycznie (zazwyczaj do obiadu) i mamy tylko podstawowe kanały, to swoje już zobaczyliśmy. Na przykład prawdziwą fokę zapisującą pędzlem znaki kanji przy sztaludze i wyścigi kobiet w jedzeniu zup ramenowych na czas:


   Zwyciężczyni zjadła ich z piętnaście (i to takich w wersji maxi) w ciągu czterdziestu minut. Ledwo na to patrzyłam - zapach i smak ramenu przyprawiają mnie o mdłości. Programy kulinarne w Japonii w ogóle są hitem i schemat zawsze ten sam: zbliżenie kamery na trzęsące się jedzenie, schwytane przez trzęsące się pałeczki, trzymane przez trzęsące się ręce.
   Mamy też na przykład kanał, na którym cały czas wyświetlane są tablice z wykresami, reakcjami, równaniami - Oberbe zawsze stara się określić, jaki temat jest omawiany poprzez odgadnięcie symboli ze wzorów i tak dalej - wszystko wie albo może i zmyśla, ale robi to bardzo wiarygodnie, haha. 
   Oprócz wykładów z nauk ścisłych są też czasem lekcje dla starszych osób o tym, jak obsługuje się przeglądarki internetowe, a niekiedy odbywają się na przykład zajęcia gimnastyczne dla tej grupy wiekowej - w studio gromadzi się kilkadziesiąt babć i dziadków ćwiczących do muzyki klasycznej. Japonia starzeje się w zawrotnym tempie, ale tutejsi ludzie w podeszłym wieku wydają się być niezwykle pogodni, samodzielni i w dobrej kondycji, ach.


   Wracając do japońskiej TV, powyżej zdjęcie z programu, w którym kogoś (ubranego w przeciwsłoneczne okulary i kołnierz jak dla chorego psa) dręczono surową rybą, zawieszoną na niby wędce. Z takich jeszcze tele-ciekawostek, to bardzo popularnym widokiem na ekranie są mężczyźni przebrani za kobiety. Każdy/a z nich jest wyjątkowy/a. Czasem lolitkowa trzpiotka chichocąca przy stoliku, niekiedy już dostojna diva w garsonce prowadząca na przykład przegląd prasy w programie śniadaniowym. 


   W japońskiej telewizji dość często zdarzają się też mężczyźni (na przykład makijażyści) o pomalowanych lakierem brokatowym paznokciach, wykonujący zniewieściałe gesty. Japonia jest cudownie tolerancyjna i myślę, że to wręcz raj dla osób z kręgu LGBT. 

***

   Aaaa. Chyba już kiedyś wspominałam tutaj, że uwielbiam japońskie niedziele. Dziś przez przypadek wystąpiliśmy w japońskim przedstawieniu, grając na kołatkach. Co więcej, chwilę później byliśmy w kosmosie, a następnie prawie sześć tysięcy metrów pod wodą, ale o tym w następnym odcinku!


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz