sobota, 8 grudnia 2012

_Trzęsienie ziemi, nauka kaligrafii, pocztówki DIY i co Japończycy wiedzą o Polsce

   Już kiedyś wspominałam tutaj, że lekkie trzęsienia ziemi w Japonii są dla mnie wręcz atrakcją. Podczas ich trwania czuję się jak na łódce wśród kołyszących spokojnie fal. Jednakże wczoraj nastąpił 'sztorm' i aktualnie jestem nieprzyjemnie wyczulona już na każde drganie i dźwięk. Poniżej rejestracja wspomnianych wstrząsów. Nagranie znalezione w czeluściach youtubowych. Oczywiście podziwiam opanowanie Japończyków i dalszą chęć pracy w takich ekstremalnych warunkach:


   Silne trzęsienie ziemi zaskoczyło mnie podczas kąpieli, gdy byłam sama w domu, czyli tak, jak obawiałam się wcześniej - zawsze przerażała mnie wizja znajdowania się w wannie, gdy coś niepokojącego (na przykład pożar, huragan, czy trzęsienie ziemi właśnie) dzieje się wokół. Łazienka zaczęła bujać się na tyle, że trudno było mi wyjść z wanny nie ślizgając się w niej. Poczułam beznadziejność sytuacji, gdy w pośpiechu nago wbiegłam pod stół, żeby nic nie spadło mi na głowę. Siedziałam żałośnie na podłodze, a przed oczami całe życie i gonitwa myśli. Byłam przerażona, bo nigdy wcześniej nie miałam styczności z tak wielkim trzęsieniem. Hałas wokół także podkręcał tylko mój lęk. Brzdęki szklanek, odgłosy trzęsących się szyb i całego domu. Do tego widok kołyszących się lamp i spadających ubrań, suszących się na balkonie. 
   Jednak adrenalina była zbyt duża, żeby tak zostać i czekać na dalszy rozwój wydarzeń, choć towarzyszyło mi przeczucie o bezsensie każdego ruchu. Czułam się zależna od świata i starałam się to zminimalizować. Pośpiesznie narzucając ubranie, usłyszałam komunikaty alarmowe na całą Ninomiyę o tym, o czym już wiedziałam, czyli że jest wielkie trzęsienie ziemi. Wybiegłam z naszego mieszkania, które znajduje się na piątym piętrze. Windy były zablokowane, więc skorzystałam z ewakuacyjnych schodów i wbiegłam do biura apartamentowca. 
   Tam wszyscy przyglądali się informacjom w japońskiej telewizji, w których pokazana była mapa z zaznaczonymi na czerwono i żółto, pulsującymi punktami wzdłuż całego wybrzeża. Ktoś podszedł do mnie i zapewne widząc moje przerażenie w oczach, powiedział 'calm down', podał krzesło i zaczął tłumaczyć telewizyjne wiadomości z japońskiego na angielski. Poczułam ulgę, zwłaszcza, że właśnie trzęsienie ziemi ustało, a do biura weszły japońskie dzieci i zapytane o to, jak było, odpowiedziały: 'omoshiroi katta desu', czyli 'interesująco'. W dodatku Oberbe przybył do Ninomiyi kilka minut później i już po chwili byliśmy razem w mieszkaniu. Wypiłam kakao, rozpłakałam się i tak dalej.

Tak wyglądali wczoraj prezenterzy w japońskiej telewizji. Zdjęcie dzięki uprzejmości mojego kolegi - Eiji Matsuzakiego. ありがとう ございます!
~~~

   Przez to, że wczoraj wieczorem schodziło ze mnie napięcie, nie byłam w stanie wybrać się już na zajęcia 'Handmade Ornament Class', a szkoda, bo bardzo lubię wszelkie aktywności organizowane przez Ninomiya House. Ostatnio miałam okazję wziąć udział w lekcji japońskiej kaligrafii. Poniżej ja w trakcie zapisywania znaków kanji podczas pierwszej lekcji:


   Przyznam, że mimo pewnej wprawy w posługiwaniu się pędzlem malarskim, sprawiło mi trudność idealne naśladowanie pisma mistrzyni, która zajmuje się kaligrafią od dwudziestu lat. Następne zdjęcie - 'Rymika' w zapisie kanji (po prawej stronie małymi znakami - sylaby w katakanie), czyli 'Rimika', co oznacza: dużo profitów w przyszłości. Pani znająca kaligrafię wręcz gratulowała mi i powiedziała, że będę sławna. Wyglądała na wiarygodną postać.


   Na kolejnych zajęciach uczyliśmy się tworzenia kartek z japońskim przesłaniem na święta, nowy rok i wiosenną porę. Poniżej grupowe zdjęcie na zajęciach pożegnalnych:


   Ja znajduję się na trzeciej pozycji od prawej strony. Trzymam wachlarz stworzonych przeze mnie pocztówek. Oto ich część:


   Na pierwszej pocztówce od lewej widoczny jest znak węża, wyglądający jak mała litera 'e' (w górnym rogu). Według chińskiego kalendarza rok 2013 jest właśnie rokiem węża. Na tej samej pocztówce pionowy napis oznacza coś typu: 'Szczęśliwego Nowego Roku', poziomy podpis to: 'Rimika' - tak samo jak na kartce po prawej stronie. Rozbudowany napis u góry pocztówki po prawej oznacza mniej więcej: 'Witamy wiosnę. Wszystkiego najlepszego'.


   Powyżej pocztówki także mojego autorstwa, inspirowane japońskimi arcydziełami z XVIII i XIX wieku. Wykonałam je z potrzeby serca, a nie w ramach zajęć. Podobnie jak poniższe: 


   Sushi, drzewka wiśniowe, Hello Kitty, gejsza, góra Fudżi, pseudo-topografia wysp, brama torii, krajobraz z pagodą. Chyba nie mogłam potraktować Japonii bardziej stereotypowo, haha. Niebawem zamierzam je słać w świat za dobre sprawowanie i pozytywne wyniki w kontaktach ze mną. No i może zrobię mały konkurs na spostrzegawczość odnośnie mojego bloga i w następnym wpisie zadam krótkie pytanie związane z drobną zmianą, która tu nastąpi. Osoba, która jako pierwsza udzieli prawidłowej odpowiedzi otrzyma ode mnie pocztówkę. Stay tuned!


   Odnośnie jeszcze takich handmadowych bibelotek, to będąc w Korei Południowej kupiłam sobie wymarzony niegdyś kołnierz z białych pereł, który zainspirował mnie do własnoręcznego tworzenia kołnierzyków z filcowego materiału. Ten siwy z powyższego zdjęcia jest właśnie moim dziełem, choć niekompletnym. Muszę jeszcze nad nim popracować, żeby poprawnie utrzymywał się na dekolcie. Możliwe, że więcej takich kołnierzy wrzucę po powrocie do Polski na mojego drugiego bloga, bo w zasadzie wpisują się one w jego recyklingową ideę. 

~~~

   Nadal chodzę na aerobik i lekcje języka japońskiego - na następnych zajęciach mam nawet małą wystawę swoich prac graficznych. Wstępnie zapisałam się do multikulturowej grupy teatralnej, ale spotkania wyglądają tak, że przychodzą trzy osoby i piją alkohol, więc nie angażuję się w tę aktywność wcale, a wcale. Jakiś czas temu byłam też na spotkaniu Movie Club i oglądaliśmy film Wesa Andersona - 'Moonrise Kingdom', który widziałam już bardzo dawno temu, a kadr z tej produkcji filmowej nawet zdobi naszą łazienkę:

.

   Jest to wycinek z gazety, która leżała w sektorze makulatury. Japończycy segregują śmieci chyba najlepiej na świecie. Na początku trudno było mi opanować sztukę dzielenia odpadków, tak żeby trafiały do odpowiednich pojemników - jest ich aż dziesięć rodzajów. Tak więc gazeta, z której skorzystałam nie leżała wśród skórek od banana czy resztek sałaty, toteż jej użyłam. Ramka zakupiona w kochanym stujenowcu, czyli sklepie typu 'Wszystko po cztery złote', w którym tanio można kupić też farby, pędzle, płótna, papier origami, puste pocztówki, przydatne rzeczy do scrapbookingu, guziki, materiały do ubrań, akcesoria do produkcji kolczyków i tak dalej. Bardzo inspirujące miejsce.
   Zresztą cała Japonia wydaje mi się taka. Niedawno będąc w centrum handlowym zobaczyłam, że nawet takie miejsce może być pełne pasji. Pomiędzy regałami z wełną trafiłam na przyjazne kółko krawieckie. Starsze panie dziergały szale i sweterki. W sąsiadującym pomieszczeniu znajdowała się księgarnia, w której to mama po cichu czytała dziecku bajkę:


   Aaa, kilka pięter niżej natrafiłam na kurs ikebany, czyli japońskiej sztuki układania kwiatów. Kiedyś trochę interesowałam się florystyką i w przyszłości będę mieć wielki ogród, ewentualnie kwiaciarnię, dlatego też zatrzymałam się na dłuższą chwilę i obserwowałam pokaz. Do mnie dołączył Japończyk w garniturze, który zapytał, czy wiem, co to ikebana. Po odpowiedzi twierdzącej, zapytał skąd jestem. Polskę skojarzył z papieżem i Chopinem. Brawo, choć nieco poważnie.
   Ale spotkałam się też z dość zaskakującą reakcją na informację o moim pochodzeniu. Kiedyś w supermarkecie miałam problem z porozumieniem się z obsługą mówiącą tylko po japońsku - brałam udział w nieco skomplikowanej loterii. Z pomocą (w postaci tłumaczenia na angielski) przybyła mi inna klientka sklepu, która słysząc informację, że jestem z Polski, zareagowała w ten sposób: 'Oh, Poland. You drink lots of tea with lemon! It's a little bit strange'. Jeśli Japończyk mówi, że coś jest dziwne, to naprawdę musi być to osobliwe. Ech, z kolei w Japonii często pije się coś na kształt bawarki, czyli herbaty z mlekiem, co dla mnie też nie jest czymś bardzo zwyczajnym.
   Kiedyś natrafiłam także na szklanki z etykietą: 'MADE IN POLAND'. Poniżej była informacja, że Polska to kraj, który słynie z produkcji szkła i rzemiosła. To chyba najciekawszy opis mego kraju, z jakim kiedykolwiek się spotkałam. Uwielbiam tę dostojną perspektywę przyjmowaną przez Japończyków i chcę żyć z nimi na tym archipelagu, ale niech już tak zatrważająco nie trzęsie. Tu powinien być wielokropek.

4 komentarze:

  1. Ojej,
    zapewne świetnie się tam bawisz!
    Ja też tak bym chciała, no ale niestety to jest niemożliwe bo nie znam języka. Tylko pozazdrościć!
    Pozdrawiam!


    Bo "W życiu istnieją rzeczy o które warto walczyć do samego końca" Paulo Coelho

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. oprócz wielkich trzęsień ziemi, to bawię się całkiem nieźle, ale tak jak widzisz powyżej, raczej na spokojnie.
      języka uczę się dopiero ponad rok i nie jest on jeszcze arcy-komunikatywny.
      może i paulo ma rację.

      Usuń
  2. eee, tu się da świetnie żyć znając jedynie podstawowe zwroty grzecznościowe

    ja nie wychodzę poza:

    arigatou gozaimasu (dziękuję bardzo)
    sumimasen (przepraszam)
    konnichiwa (dzień dobry)
    ohayo gozaimasu (dzień dobry, ale takie poranne)
    konbanwa (dobrywieczór)

    może jeszcze ze dwa znajdę. Ludzie nawet jak nie znają angielskiego to są bardzo pomocni i starają się pomóc jak mogą

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. przypominajka: za tydzień mamy egzamin i będziesz musiał nieco wyjść poza zwroty grzecznościowe : *

      Usuń