sobota, 22 grudnia 2012

_Inekomuri, czyli moja pierwsza historyjka obrazkowa po japońsku i konkurs!

   Ostatnio mój świat był odrealniony, pławiłam się w jakiejś bajkowej mgle. Codziennie widywałam się z Jerzykiem, który w związku ze swoim wiekiem posiada jeszcze w miarę nieskażoną schematami wyobraźnię, co zapewne ułatwiło mi myślenie bardziej o niebieskich migdałach niż o tym, że muszę naprawić spację w klawiaturze. W dodatku nadmiernie słuchałam dźwięków zabawek z utworów Cocorosie, co zawsze wprowadza mnie w delikatny trans, a do tego jeszcze zaczytywanie się w japońskich lekturach, które często są narkoleptyczne - raz jawa, raz sen. I niewykluczone, że mój nastrój odznaczył się w przemowie, którą mieliśmy przygotować na ostatnie zajęcia z języka japońskiego.
   Zależało mi na swobodnej, zrozumiałej dla wszystkich prezentacji. Dlatego też przygotowałam rysunki, które profilaktycznie miały ratować publiczność przed ewentualną utratą wątku w mojej opowieści. Natomiast w samej już historii starałam się zawrzeć jak najwięcej esencji japońskości i wnioskując z bardzo pozytywnych reakcji widzów, udało się. Od tego czasu towarzyszy mi uczucie prawie rozwiązanej zagadki. Hasło krzyżówki wpisane w odpowiednie pola. Niby ilość kratek się zgadza, treść ma sens, nawet otrzymałam nagrodę w postaci pozłacanego certyfikatu, ale mam przeczucie, że to jeszcze nie koniec.


   Tytuł mojego opowiadania jest wynikiem samodzielnej zabawy japońskim słowem - 'Inekomuri', czyli coś, co można przetłumaczyć jako 'nieprawdopodobnego kota'. 'Inemuri' (bez 'ko' w środku) to drzemka, w którą Japończycy zapadają w trakcie dnia (taka sjesta w krajach o gorącym klimacie lub leżakowanie w przedszkolu). Nawet kiedyś fotografowałam śpiących Azjatów w różnych miejscach i chciałam wstawić tutaj cykl takich zdjęć, ale empatia trochę mi na to nie pozwala - zwłaszcza, że sama nauczyłam się inemuriować. Do słowa 'Inemuri' dodałam jeszcze głoskę 'ko', co spowodowało, że w drzemiącym wyrazie pojawiło się słowo 'neko', czyli 'kot'. Generalnie w mojej historii występuje temat drzemki i kota, który zdaje się być nieprawdopodobny.
^^
いねこむり


   To główna postać mojego opowiadania - Takashisan. Mieszka w Tsukubie. Jego urodziny przypadają dziesiątego czerwca. Ma szesnaście lat. Jego przyjacielem jest kot, który nazywa się Himitsu (imię to oznacza: sekret). Lubią oglądać gwiazdy.
^^
おとこのひとはたかしさんです。かれはにほんじんです。つくばしからきました。たかしさんのたんじようびはろくがつとおかです。かれはじゆうろくさいです。たかしさんのともだちはねこです。なまえはひみつです。スターをみるのがすきです。


   Jest wiosna. Dziś odbywa się Festiwal Kwitnącej Wiśni. Takashisan je śniadanie i karmi kota mlekiem. Później wybierają się na wspólny spacer.
^^
はるです。きょうはさくらまつりです。たかしさんはあさごはんをたべますそしてねこにミルクをあげます。それからいっしよにさんぽおします。


   Siadają w parku, gdzie Takashisan czyta ciekawą książkę. Pomyślał: 'Jestem zmęczony. Mam ochotę na drzemkę'. Teraz śpi. Nastał wieczór. Kot zniknął.
^^
こうえんいすわりますそしてたかしさんはほんをよみます。おもしろいです。かれはかんがえます:つかれました。いねむりがしたいです。いまたかしさんはねています。ゆうがたです。ねこがいません。


   Takashisan obudził się. Zaczął wołać: 'Himitsu, Himitsu! Gdzie jesteś?'. Słychać dźwięk telefonu komórkowego Takashiego. Dzwoni brat.

Takashisan: Halo, halo (czyli japońskie: moshi, moshi).
Brat: Gdzie się podziewasz? Wracaj do domu.
Takashisan: Etooo... (tak mówią zakłopotani Japończycy). Himitsu...
Brat: Kot jest w moim pokoju.
Takashisan: Aaaa, naprawdę?
Brat: Tak właśnie jest.
Takashisan: Chwilkę poczekaj (czyli: ciotto matte - słyszane często w anime).
Brat: Dajdziobu (co oznacza: 'w porządku' - ze względu na polski wydźwięk tych słów o śmiałym zabarwieniu czuję się nieco zawstydzona, gdy w ten sposób zwracam się do Japończyków).
^^
たかしさんはおきました。かれはいいます:ひみつ!ひみつ!どこへいきましたか?たかしさんのけいたいかなります。おにいさんはかけます。

たかしさん:もしもし。
おにいさん:どこにいるの?かえってきてください。
たかしさん:えと。。。ひみつ。。。
おにいさん:わたしのへやにねこがいます。
たかしさん:あああ。そうですか?
おにいさん:はい。そうです。
たかしさん:ちよっとまってください。
おにいさん:だいじょうぶ。


   Po chwili... Takashisan wrócił do domu. Brat krzyknął: Okaeri, czyli coś na kształt: Witaj w domu. Takashisan ujrzał nareszcie Himitsu. Na kocie znajdowały się: mandarynka i kaki (taki sławny owoc w Japonii, po angielsku: persimmon, po polsku taka jakby figa morelowa). No i na zakończenie opowieści szekspirowskie: 'Wszystko dobre, co się dobrze kończy'. Po japońsku brzmi to: 'Owari yokereba subete yoshi'.
^^
とけい:ちく、たく、ちく、たく。いまたかしさんはうちかえります。おにっさんはいいます:おかえり!たかしさんはひみつをみます。ねこのうえにかきとみかんがあります。たのしいです。おわりよければすべてよし。

~~~

   Ale, czy mandarynka i persymona na kocie to dobre zakończenie? Myślę, że dla Japończyków tak, skoro istnieje u nich Furucunaneko, czyli sztuka umieszczania owoców na kotach. Ostatnio kupiłam książkę o tytule: 'のせ猫' ('Noseneko') poświęconą tej tematyce. Jest zdumiewająca:


   Podobnie jak druga zakupiona przeze mnie książka: 'ドアノブ少女' ('Doorknob girl'), będąca albumem z fotografiami dziewcząt liżących klamki. Fascynujące. Kiedyś razem z moim astrologicznym bratem (urodziliśmy się tego samego dnia - szczerze mówiąc Takashisan z mojej historii też jest spod tej samej daty, co my) rozmawialiśmy o założeniu sklepu z najdziwniejszym asortymentem świata. No i widzę już poniższą książkę na wystawowej półce:


   Bardziej zainteresowanych odsyłam do tej strony: klik! Choć przyznam, że jakość zdjęć i jakość kobiet z albumu jest o wiele lepsza. Taka japońska wersja frazeologizmu: 'pocałować klamkę'.


   Ale, ale nie zajmuję się oglądaniem tylko frywolnych obrazków w książkach. Czytam też lektury bez obrazków i chyba nawet bardziej mnie poruszają niż te pierwsze. Powyżej książka, do której od razu poczułam coś szczególnego. Tytuł: 'Kitchen', co automatycznie skojarzyło mi się z tym utworem, zapomnianym, a tak często słuchanym jakieś cztery lata temu. W bibliotece przeczytałam losowe zdanie z tej książki i od razu stałyśmy się jednością. To zapewne kwestia aktualnych okoliczności i nastroju, w jakim zaczęłam czytać tę książkę, bo gdy racjonalnie zaczynam ją oceniać, to wydaje się całkiem słaba. Jednak, gdy czytam ją sercem, wszystko staje się takie trafne. Zresztą po angielsku wszystko brzmi lepiej. Prawdopodobnie czytanie 'Kuchni' w polskim przekładzie nie poruszyłoby mnie aż tak. Aż tak.
   Jest bardzo egzystencjalna. Porusza tematykę śmierci, miłości, płciowości, macierzyństwa i tak dalej. Niby żonglerka banalnymi piłeczkami, jednakże widowiskowa, choć też nie jest arcydziełem. Fabuła jest przekazywana w dość surowy sposób - podobny trochę do tego, jak czasem ja coś opowiadam - 'blabla... i nagle!', ale narracja jest emocjonalna, więc chce się czytać następne zdania. Ujęło mnie też to, że autorka w momencie wydania tej noweli miała dwadzieścia trzy lata. Chcę być Bananą Yoshimoto i niebawem debiutować.
   Ta książka obudziła we mnie różne wspomnienia, nawet te dotyczące tytułu. Pamiętam wszystkie 'moje' kuchnie. Było ich już z dziesięć. To tak jakbym statystycznie przeprowadzała się z miejsca na miejsce, co dwa lata, przez całe życie. Moje (kuchnie) w cudzysłowie, dlatego że nigdy żadnej nie urządzałam od a do zet. Zawsze dodawałam od siebie drobiazgi typu: kubek czy wazon, czasem własnoręcznie wykonany kolaż na ścianę, ale wszędzie czułam się gościem i nadal nigdzie nie jestem właścicielem, choć istnieją kuchnie, w których trochę gospodarzę i, za którymi tęsknię. Za maminą kuchnią, która jest pstrokata i stanowi centrum ogniska domowego. Za oberbeuszową, warszawską kuchnią, w której znajduje się szeroki parapet, na którym to siadaliśmy codziennie z kawą i rarytasami. Tutejsza, aktualna, japońska kuchnia jest mikroskopijna. Nie ma wielkiego stołu i piekarnika, z którego mogłyby unosić się zapachy ciast. Planuję jutro piec muffinki w grillu lub kuchence mikrofalowej. Bawię się w dom.


   Kupiliśmy dziś przydatne produkty do tworzenia deseru. To chyba jedyny akcent w naszym mieszkaniu, który będzie można podczepić pod święta. Nie fatygujemy się choinkami, wigiliami i tak dalej. Bardzo odpowiada nam japoński styl świętowania, czyli w zasadzie jego brak, związany z niewielkim procentem chrześcijaństwa. To znaczy w sklepach są regały z asortymentem świątecznym, kupuje się prezenty, w gwiazdkowy dzień rodzina je wspólnie ciasto lub idzie do restauracji, ale wszystko przebiega swobodniej niż w tradycyjnych, polskich domach. 
   Za to już jutro urodziny cesarza Japonii i tym samym święto narodowe. Jak co roku, dwudziestego trzeciego grudnia, tłumy Japończyków i nie tylko, wyczekiwać będą na otwarcie bramy Pałacu Cesarskiego i ujrzenie cesarza Akihito, obchodzącego jutro osiemdziesiąte urodziny. Jako, że zbiorowe ekstazy nas nie nęcą, na spokojnie obejrzymy transmisję w telewizji albo i nie.
   Ciekawie też wyglądają sprawy sylwestrowo-noworoczne w Japonii. Ostatnio w księgarni natknęliśmy się na... wróżenie z dłoni. Z jednej strony dzieła naukowe, z drugiej chiromancje i horoskopy. Myślę, że takie wydarzenie może być powiązane z końcem roku 2012. 


   Japończycy przygotowują się do nadchodzących zmian w związku z nadejściem następnego roku. Oczyszczają swoje mieszkania, co symbolizować ma pozbycie się złych wspomnień. Dekorują domy ozdobami bambusowymi z ryżową słomą, mające odpędzić złe duchy i zapewnić dobrobyt. Wysyła się kartki z życzeniami do najbliższych i tak dalej, a 'Sylwestra' spędza się raczej rodzinnie w domu lub świątyni. Święta noworoczne trwają zazwyczaj aż trzy dni - ich nazwa to 'Shoogatsu'. Wtedy: skromne modlitwy, dzieci otrzymują pieniądze, potem odbywają się gry i zabawy. Przynajmniej tak nakazuje tradycja.
   Aaaa. Konkurs! Patrząc na wstawione tutaj fotografie stwierdzam, że ten wpis jest wręcz zatrważająco różowy. Obiecuję, że pocztówka, którą wyślę zwycięzcy w konkursie nie będzie aż tak monochromatyczna. Jak można ją wygrać? Należy znaleźć małą zmianę wprowadzoną przeze mnie dziś na osowiałej-sowie i przesłać maila z konkretną informacją na temat tej różnicy. Wygrywa pierwsze zgłoszenie. Odpowiedzi słać na: rymika.myslicka@gmail.com - znajomi, którzy spodziewają się kartki pocztowej i tak mogą napisać do mnie, jeśli wiedzą, jaka zmiana nastąpiła i chcą się pochwalić, ale konkursową kartkę i tak podaruję komuś spoza kręgu bliskich znajomych. Czekam na zgłoszenia i pozdrawiam cudnym utworem:


~everybody wants to go to japan,
everybody, just hold hands~

~~~

Konkurs rozwiązany!


Dzięki za spore zainteresowanie z Waszej strony. Zagadka okazała się dość trudna, bo tylko Sylwia przesłała prawidłową odpowiedź. W pozostałych zgłoszeniach była improwizacja - sugerowanie, że zmieniłam czcionkę, kratki za tekstem głównym, kolor bloga i tak dalej.


Oberbe mówi, że to listek, a nie piórko, ech.

sobota, 8 grudnia 2012

_Trzęsienie ziemi, nauka kaligrafii, pocztówki DIY i co Japończycy wiedzą o Polsce

   Już kiedyś wspominałam tutaj, że lekkie trzęsienia ziemi w Japonii są dla mnie wręcz atrakcją. Podczas ich trwania czuję się jak na łódce wśród kołyszących spokojnie fal. Jednakże wczoraj nastąpił 'sztorm' i aktualnie jestem nieprzyjemnie wyczulona już na każde drganie i dźwięk. Poniżej rejestracja wspomnianych wstrząsów. Nagranie znalezione w czeluściach youtubowych. Oczywiście podziwiam opanowanie Japończyków i dalszą chęć pracy w takich ekstremalnych warunkach:


   Silne trzęsienie ziemi zaskoczyło mnie podczas kąpieli, gdy byłam sama w domu, czyli tak, jak obawiałam się wcześniej - zawsze przerażała mnie wizja znajdowania się w wannie, gdy coś niepokojącego (na przykład pożar, huragan, czy trzęsienie ziemi właśnie) dzieje się wokół. Łazienka zaczęła bujać się na tyle, że trudno było mi wyjść z wanny nie ślizgając się w niej. Poczułam beznadziejność sytuacji, gdy w pośpiechu nago wbiegłam pod stół, żeby nic nie spadło mi na głowę. Siedziałam żałośnie na podłodze, a przed oczami całe życie i gonitwa myśli. Byłam przerażona, bo nigdy wcześniej nie miałam styczności z tak wielkim trzęsieniem. Hałas wokół także podkręcał tylko mój lęk. Brzdęki szklanek, odgłosy trzęsących się szyb i całego domu. Do tego widok kołyszących się lamp i spadających ubrań, suszących się na balkonie. 
   Jednak adrenalina była zbyt duża, żeby tak zostać i czekać na dalszy rozwój wydarzeń, choć towarzyszyło mi przeczucie o bezsensie każdego ruchu. Czułam się zależna od świata i starałam się to zminimalizować. Pośpiesznie narzucając ubranie, usłyszałam komunikaty alarmowe na całą Ninomiyę o tym, o czym już wiedziałam, czyli że jest wielkie trzęsienie ziemi. Wybiegłam z naszego mieszkania, które znajduje się na piątym piętrze. Windy były zablokowane, więc skorzystałam z ewakuacyjnych schodów i wbiegłam do biura apartamentowca. 
   Tam wszyscy przyglądali się informacjom w japońskiej telewizji, w których pokazana była mapa z zaznaczonymi na czerwono i żółto, pulsującymi punktami wzdłuż całego wybrzeża. Ktoś podszedł do mnie i zapewne widząc moje przerażenie w oczach, powiedział 'calm down', podał krzesło i zaczął tłumaczyć telewizyjne wiadomości z japońskiego na angielski. Poczułam ulgę, zwłaszcza, że właśnie trzęsienie ziemi ustało, a do biura weszły japońskie dzieci i zapytane o to, jak było, odpowiedziały: 'omoshiroi katta desu', czyli 'interesująco'. W dodatku Oberbe przybył do Ninomiyi kilka minut później i już po chwili byliśmy razem w mieszkaniu. Wypiłam kakao, rozpłakałam się i tak dalej.

Tak wyglądali wczoraj prezenterzy w japońskiej telewizji. Zdjęcie dzięki uprzejmości mojego kolegi - Eiji Matsuzakiego. ありがとう ございます!
~~~

   Przez to, że wczoraj wieczorem schodziło ze mnie napięcie, nie byłam w stanie wybrać się już na zajęcia 'Handmade Ornament Class', a szkoda, bo bardzo lubię wszelkie aktywności organizowane przez Ninomiya House. Ostatnio miałam okazję wziąć udział w lekcji japońskiej kaligrafii. Poniżej ja w trakcie zapisywania znaków kanji podczas pierwszej lekcji:


   Przyznam, że mimo pewnej wprawy w posługiwaniu się pędzlem malarskim, sprawiło mi trudność idealne naśladowanie pisma mistrzyni, która zajmuje się kaligrafią od dwudziestu lat. Następne zdjęcie - 'Rymika' w zapisie kanji (po prawej stronie małymi znakami - sylaby w katakanie), czyli 'Rimika', co oznacza: dużo profitów w przyszłości. Pani znająca kaligrafię wręcz gratulowała mi i powiedziała, że będę sławna. Wyglądała na wiarygodną postać.


   Na kolejnych zajęciach uczyliśmy się tworzenia kartek z japońskim przesłaniem na święta, nowy rok i wiosenną porę. Poniżej grupowe zdjęcie na zajęciach pożegnalnych:


   Ja znajduję się na trzeciej pozycji od prawej strony. Trzymam wachlarz stworzonych przeze mnie pocztówek. Oto ich część:


   Na pierwszej pocztówce od lewej widoczny jest znak węża, wyglądający jak mała litera 'e' (w górnym rogu). Według chińskiego kalendarza rok 2013 jest właśnie rokiem węża. Na tej samej pocztówce pionowy napis oznacza coś typu: 'Szczęśliwego Nowego Roku', poziomy podpis to: 'Rimika' - tak samo jak na kartce po prawej stronie. Rozbudowany napis u góry pocztówki po prawej oznacza mniej więcej: 'Witamy wiosnę. Wszystkiego najlepszego'.


   Powyżej pocztówki także mojego autorstwa, inspirowane japońskimi arcydziełami z XVIII i XIX wieku. Wykonałam je z potrzeby serca, a nie w ramach zajęć. Podobnie jak poniższe: 


   Sushi, drzewka wiśniowe, Hello Kitty, gejsza, góra Fudżi, pseudo-topografia wysp, brama torii, krajobraz z pagodą. Chyba nie mogłam potraktować Japonii bardziej stereotypowo, haha. Niebawem zamierzam je słać w świat za dobre sprawowanie i pozytywne wyniki w kontaktach ze mną. No i może zrobię mały konkurs na spostrzegawczość odnośnie mojego bloga i w następnym wpisie zadam krótkie pytanie związane z drobną zmianą, która tu nastąpi. Osoba, która jako pierwsza udzieli prawidłowej odpowiedzi otrzyma ode mnie pocztówkę. Stay tuned!


   Odnośnie jeszcze takich handmadowych bibelotek, to będąc w Korei Południowej kupiłam sobie wymarzony niegdyś kołnierz z białych pereł, który zainspirował mnie do własnoręcznego tworzenia kołnierzyków z filcowego materiału. Ten siwy z powyższego zdjęcia jest właśnie moim dziełem, choć niekompletnym. Muszę jeszcze nad nim popracować, żeby poprawnie utrzymywał się na dekolcie. Możliwe, że więcej takich kołnierzy wrzucę po powrocie do Polski na mojego drugiego bloga, bo w zasadzie wpisują się one w jego recyklingową ideę. 

~~~

   Nadal chodzę na aerobik i lekcje języka japońskiego - na następnych zajęciach mam nawet małą wystawę swoich prac graficznych. Wstępnie zapisałam się do multikulturowej grupy teatralnej, ale spotkania wyglądają tak, że przychodzą trzy osoby i piją alkohol, więc nie angażuję się w tę aktywność wcale, a wcale. Jakiś czas temu byłam też na spotkaniu Movie Club i oglądaliśmy film Wesa Andersona - 'Moonrise Kingdom', który widziałam już bardzo dawno temu, a kadr z tej produkcji filmowej nawet zdobi naszą łazienkę:

.

   Jest to wycinek z gazety, która leżała w sektorze makulatury. Japończycy segregują śmieci chyba najlepiej na świecie. Na początku trudno było mi opanować sztukę dzielenia odpadków, tak żeby trafiały do odpowiednich pojemników - jest ich aż dziesięć rodzajów. Tak więc gazeta, z której skorzystałam nie leżała wśród skórek od banana czy resztek sałaty, toteż jej użyłam. Ramka zakupiona w kochanym stujenowcu, czyli sklepie typu 'Wszystko po cztery złote', w którym tanio można kupić też farby, pędzle, płótna, papier origami, puste pocztówki, przydatne rzeczy do scrapbookingu, guziki, materiały do ubrań, akcesoria do produkcji kolczyków i tak dalej. Bardzo inspirujące miejsce.
   Zresztą cała Japonia wydaje mi się taka. Niedawno będąc w centrum handlowym zobaczyłam, że nawet takie miejsce może być pełne pasji. Pomiędzy regałami z wełną trafiłam na przyjazne kółko krawieckie. Starsze panie dziergały szale i sweterki. W sąsiadującym pomieszczeniu znajdowała się księgarnia, w której to mama po cichu czytała dziecku bajkę:


   Aaa, kilka pięter niżej natrafiłam na kurs ikebany, czyli japońskiej sztuki układania kwiatów. Kiedyś trochę interesowałam się florystyką i w przyszłości będę mieć wielki ogród, ewentualnie kwiaciarnię, dlatego też zatrzymałam się na dłuższą chwilę i obserwowałam pokaz. Do mnie dołączył Japończyk w garniturze, który zapytał, czy wiem, co to ikebana. Po odpowiedzi twierdzącej, zapytał skąd jestem. Polskę skojarzył z papieżem i Chopinem. Brawo, choć nieco poważnie.
   Ale spotkałam się też z dość zaskakującą reakcją na informację o moim pochodzeniu. Kiedyś w supermarkecie miałam problem z porozumieniem się z obsługą mówiącą tylko po japońsku - brałam udział w nieco skomplikowanej loterii. Z pomocą (w postaci tłumaczenia na angielski) przybyła mi inna klientka sklepu, która słysząc informację, że jestem z Polski, zareagowała w ten sposób: 'Oh, Poland. You drink lots of tea with lemon! It's a little bit strange'. Jeśli Japończyk mówi, że coś jest dziwne, to naprawdę musi być to osobliwe. Ech, z kolei w Japonii często pije się coś na kształt bawarki, czyli herbaty z mlekiem, co dla mnie też nie jest czymś bardzo zwyczajnym.
   Kiedyś natrafiłam także na szklanki z etykietą: 'MADE IN POLAND'. Poniżej była informacja, że Polska to kraj, który słynie z produkcji szkła i rzemiosła. To chyba najciekawszy opis mego kraju, z jakim kiedykolwiek się spotkałam. Uwielbiam tę dostojną perspektywę przyjmowaną przez Japończyków i chcę żyć z nimi na tym archipelagu, ale niech już tak zatrważająco nie trzęsie. Tu powinien być wielokropek.