czwartek, 13 września 2012

_Matsuri, czyli japońskie festiwale

   Tutaj chyba każda okazja jest dobra do świętowania. Oprócz znanych nam celebracji na kształt dożynek, można wymienić inne festiwale związane z naturą, np. fest ognia, kwiatów, śniegu (polecam wpisać w wyszukiwarkę: yuki matsuri i obejrzeć białe rzeźby z Sapporo, fenomenalne). A no i ogrom tutejszych festiwali zahacza tematyką o religię (buddyzm i szyntoizm). Czytałam też o festiwalach wołów, łódek, latawców, lalek, a nawet o fallusowym feście - pochodzie z ogromną rzeźbą penisa z drewna cyprysowego (tutaj też rekomenduję wpisać w wyszukiwarkę: kanamara matsuri lub honen-sai matsuri i pooglądać wizerunki cosplayerów, transwestytów, zwyczajnych kobiet, a nawet dzieci spożywających lizaki o wiadomym kształcie). Niestety ten festiwal odbywa się dopiero piętnastego marca, więc miesiąc po naszym planowanym wylocie z Japonii. Ale na brak festiwali raczej nie możemy narzekać. Przylecieliśmy do Japonii akurat w trakcie O-bonu, czyli buddyjskiego święta zmarłych, a potem uczestniczyliśmy jeszcze w dwóch okolicznych festiwalach. Bardziej zainteresowanych tematyką japońskich celebracji odsyłam też w to miejsce (klik!).
   Oprócz festiwali sporo tutaj takich świąt narodowych, zwalniających od pracy. Na przykład Dzień Zieleni, Dzień Morza, Dzień Sportu, Dzień Szacunku dla Starszych (już w następny poniedziałek; z tej okazji Oberbe będzie miał przedłużony weekend, och!).
   Poniżej fotorelacja (momentami też video). Niestety początek festiwalu mnie ominął, ale byłam na oficjalnym zakończeniu. Toteż nie za bardzo potrafię opisać, co się działo i, o co w sumie chodziło w tym festynie. Wiem tylko, że był to Tsukuba Festiwal, no i tyle, co ze zdjęć.


Mieszkańcy w odświętnych strojach przeszli główną ulicą tego miasta.


Na chodnikach odbywały się rodzinne pikniki.


Ludzie ciągnęli specjalne powozy, zapewne oznaczające coś szczególnego.

video

Nie wiem dokładnie, co. Ale spektakl ładny.


Było kolorowo i gwarnie.

video

Rzucano specjalne dzwoneczki w postaci breloków na szczęście. Jeden zdobył dla mnie Oberbe, ach.


Tutaj ozdoby i instrumenty.


Było sporo tańców i śpiewów.

video

Skusiliśmy się na eksplozję kaloryczną. Wideo dla fanów obserwowania procesu tworzenia naleśników. 


A tu już tłok na zakończenie festiwalu.

~~~

   W sumie to też nie wiem, za bardzo, o co chodziło w kolejnym festynie, w którym uczestniczyłam. Ten drugi miał już mniejszy zasięg, bo dotyczył głównie naszego apartamentowca, a przynajmniej tu się odbywał - w Ninomiya House. 


Rozpoczął się specjalnym pokazem gry na bębnach. 


Uczestniczyli w nim mieszkańcy Ninomiya House, sąsiedzi i znajomi.


   Miałam okazję przyozdobić się w tradycyjny strój japoński - yukatę. Nie dziwię się, dlaczego Japonki w tego typu strojach chodzą w sztuczny sposób, stawiając krótkie kroki. Tak po prostu związane są te szaty - oryginalną, ciężką, twardą wstęgą, która ogranicza możliwość stawiania większych kroków.


A tutaj jeszcze przygotowania. Oberbe smaży placki ziemniaczane, gdyż organizowano stoiska z potrawami różnych stron świata.


Polska kulinarna reprezentacja przygotowała kluski śląskie, wspomniane placki ziemniaczane, racuchy, surówkę z jabłka i marchewki, którą przyrządziłam ja. 
(na zdjęciu Oberbe z koleżanką Agnieszką, foto nie jest moją własnością, zgrane skądinąd). 


Okazało się, że polskie jedzenie w porównaniu z wszystkimi stoiskami innych narodowości sprzedało się najlepiej. Trochę duma. 
(na zdjęciu kolega Michał)


Tu jeszcze jeden akcent narodowy.


My i kolejny motyw sowi. Na festiwalu miałam okazję zobaczyć wiceburmistrza Tsukuby, wyglądającego jak David Lynch. No, totalne Twin Peaks.


A tu jeszcze yukata's team. 
(ja, Ida, Jerzyk, Judyta).


Naprawdę nie wiem, za bardzo o co chodziło w tym festiwalu. Nazywał się: Summer Festival, więc pewnie o nic wielkiego nie chodziło. Stanowczo pełnił funkcję integracyjną, może miał też działać promująco/reklamowo. No, po prostu taki okoliczny festyn ze skręcaniem balonów w różne figury (zdjęcie powyżej). Trochę impreza kulinarna. Nieco bębnów, wspólnego tańca. I koncert azjatyckiej grupy rockowej, grającej zachodnie covery typu 'Born to be wild', nadużywającej wtrącenia 'yeah'.
Nic więcej i nic mniej.
Chyba.

2 komentarze:

  1. Summer Festivale są wszędzie w JPN po to żeby się spotkać, dobrze bawić, ładnie ubrać i umówić na randkę. ;)

    OdpowiedzUsuń